Patron. Wirtualna Izba Pamięci Teodora Bolduana.

Teodor Bolduan urodził się 11 stycznia 1902 roku w Kościerzynie w rodzinie kupca.

Stara czarno - biała fotografia, wycinek z gazety. Na zdjęciu Teodor Bolduan z matką i rodzeństwem.

Po ukończeniu szkoły podstawowej podjął pracę, kończąc jednocześnie trzyletnią dokształcającą szkołę zawodową. Następnie przeniósł się do Torunia, gdzie pracował w sklepie żelaznym Leona Czempisza od 1 kwietnia 1919 roku do 8 lutego 1920 roku.

Po odbyciu służby wojskowej w Grudziądzu wrócił do Kościerzyny i od 1 marca 1921 rozpoczął pracę (jako pracownik kontraktowy) w starostwie. W tym też czasie jako ekstern zdobył maturę. W listopadzie 1933 roku przeniesiono Teodora Bolduana do Wejherowa i mianowano tymczasowym burmistrzem miasta. 1 sierpnia 1934 roku został zatwierdzony na stanowisko zawodowego burmistrza Wejherowa. W tym czasie pełnił również funkcję sekretarza Związku Miast Polskich oraz był członkiem Polskiego Związku Zachodniego.

Jako gospodarz miasta Wejherowa Teodor Bolduan zadbał o jego infrastrukturę, o czym świadczą fakty:

  • budowa basenu kąpielowego ze zmienną wodą,
  • budowa kortów tenisowych,
  • powstanie Teatru Kaszubskiego,
  • rozbudowanie sieci wodociągowo- kanalizacyjnej,
  • brukowanie ulic i wykładanie chodników płytami,
  • wybudowanie fabryki kafli, które przeznaczone były przede wszystkim dla rozbudowującej się Gdyni.

Teodor Bolduan jako burmistrz Wejherowa kierował się zawsze dobrem jego mieszkańców. Zadbał o godziwą egzystencję bezrobotnych organizując dla nich szeroki front robót publicznych. Niezamożnym mieszkańcom Wejherowa, poprzez wprowadzenie dogodnego systemu pożyczek, umożliwił zakup działek pod budowę domków jednorodzinnych, z których wkrótce powstała dzielnica Wejherowa - Śmiechowo.

Stare, czarno - białe zdjęcie, wycinek z gazety. Teodor Bolduan wśród strażaków.

2 września 1939 roku Teodor Bolduan został aresztowany, następnie osadzony w budynku gestapo w Gdyni i zmaltretowany za dumne przyznanie się do tego, że jest Polakiem. Oddany do dyspozycji Niemców wejherowskich, zginął rozstrzelany w lesie nad szosą szemudzką w połowie października 1939 roku, w wieku 37 lat.

W 1946 roku ekshumowano odnalezione zwłoki Teodora Bolduana i złożono na cmentarzu w rodzinnej Kościerzynie.

Grób Teodora Bolduana, fotografia czarno - biała. Kwiaty na skromnym grobie.

Pamięć burmistrza - patrioty, człowieka prawego, bohatera uczczono nadając jednej z ulic miasta jego imię, a w miejscu zamordowania wzniesiono obelisk.
Obelisk Teodora Bolduana - kamień pamiątkowy w lesie. Przed tablicą z danymi burmistrza złożone kwiaty.

27 października 1984 roku nadano Szkole Podstawowej nr 11 imię Teodora Bolduana.
Skan artykułu ze starej gazety. Treść:  W ub. sobotę Szkole Podstawowej nr 11 w Wejherowie nadano imię Teodora  Bolduana, którego życle i  mẹczeńska śmierć są przykładem patriotycznej postawy  i poświęcenia dla ojczyzny. Urodziłsię w 1902 r. w Kościerzynie. Należał do pokolenia wychowanego w zaborze pruskim, które żyło w nieustannej walce o byt i zachowanie polskości. W latach  1932-33 zostaje wicestarostą powiatu morskiego. Rok później mianowano go burmistrzem w Wejherowie, gdzie zyskał opinię świetnego gospodarza. Za jego rządów Wejherowo miało najniższą liczbẹ bezrobotnych na Pomorzu.  Z inicjatywy T. Bolduana  zbudowano m. in. osiedle robotnicze Smiechowo oraz basen kąpielowy i korty tenisowe, powołano Teatr Kaszubski.   14 września 1939 r. zoslaje  aresztowany w Gdyni i przekazany wejherowskiej   placówce gestapo, gdzie bito i upakarzano więźnia. W potowie  października wywieziono go  do lasu pod Górą Zamkową  koło Wejherowa i zamordowano siedmioma strzatami w  plecy. W miejscu egzekucji  społeczeństwo Wejherowa  wzniosło obelisk ku czci nieugiętego Polaka.   Na euroczystości nadania  szkole imienia Teodora Bolduana przybyli m. in. synowle  patrona, znani dziennikarze  publicyści Rajmund i Tadeusz  Bolduanowie, brat Teodora  Bolduana, Maksymilian, pier-  wszy powojenny burmistrz  Wejherowa b. więzień Stutthofu Bernard Szczęsny, władze polityczne i administracyjne miasta, nauczyciele,  młodzież, rodzice, przyjaciele szkoły.

Wszystkie wykorzystane fotografie pochodzą ze zbiorów biblioteki SP 11. Niektórych adresów źródłowych po tak wielu latach nie udało się ustalić. Polecamy uwadze również poniższe materiały.

 

O Teodorze Bolduanie dziś, czyli Wejherowo nie zapomina o zasłużonym burmistrzu:

Teodor Bolduan. Muzeum Piaśnickie.

Kwiaty na mogile burmistrza.

 

O Teodorze Bolduanie dawniej: 

Tygodnik Wybrzeże, nr 47, 18 listopada 1984 r.

Burmistrz z płonącego korytarza, skan artykułu Bogusława Hołuba, strona 1. Treść: Sind sie aus Korridor? Jest pan z korytarza? — zapytał Hitler. — Nein, ich bin aus Polen — Nie, jestem z Polski - odpowiedział burmistrz.   Teodor Bolduan  Hitler przystanął na chwilę, wpatrując się w polskiego burmistrza. Obecni zauważyli moment zakłopotania na twarzy kanclerza. Trwało to zaledwie kilka sekund, po czym jakby przyspieszył powitanie prezentowanych mu osób. Co pewien czas odwracał głowę, tam gdzie stał przewyższający wzrostem obecnych burmistrz Wejherowa. Zdawało się, że myśli te raz tylko o nim i o odpowiedzi, jaką otrzymał. On to przecież ukuł określenie — korytarz — na wąski pas ziemi zapewniający Polsce dostęp do morza. Ten polski korytarz do morza dzielił Rzeszę i Prusy. Traktowany był przez Hitlera pogardliwie jako twór złośliwy i nieuzasadniony. Tymczasem polski burmistrz miał odwagę za zapewnić go, że ta ziemia i jego miasto są Polską. I to publicznie, na europejskim zjeździe burmistrzów w stolicy Rzeszy. To nie była więc tylko gra słów, jakaś przypadkowa korekta, ale określona demonstracja polskiej racji stanu. Zjazd odbywał się trzynastego czerwca 1936 reku w Berlinie. Wśród zaproszonych na ten zjazd był między innymi burmistrz Wejherowa Teodor Bolduan. Hitler starał się  wtedy jeszcze o popularność w Europie jako orędownik pokoju. Próbował oczarowywać dyplomatów i gości ala zyskania sobie ich zrozumienia. A tu taki afront. Pani Mayer — sekretarka Teodora Bolduana, wspomina dzień powrotu burmistrza do Wejherowa. — Opowiedział nam o tej scysji z kanclerzem Rzeszy, parę dni był bardzo zdenerwowany, nie miał wątpliwości, że Hitler będzie chciał siłą rozstrzygnąć sprawę korytarza. Trzy lata później, ósme go września, pani Mayer żegnała swego zwierzchnika, który po wycofaniu się wojsk polskich, drabiniastym wozom wymoszczonym słomą  podążał za armią bronić Gdyni. Za nim jak cień snuł się wyrok śmierci wydany specjalnym rozkazem. Pisarz, Stanisław Strumph-Wójtkiewicz w swojej książce „Alarm dla Gdyni" wspomina o wielkich zdolnościach organizacyjnych i samozaparciu Teodora Bolduana jako komisarza cywilnego w tworzeniu obrony Wejherowa i zaplecza dla walczącej Gdyni. Kiedy pod naporem napastników Wejherowo zostało zajęte, burmistrz znalazł się w szeregach obrońców miasta i portu. Tu jednak był też pod specjalnym nadzorem „piątej kolumny". Z chwilą upadku Gdyni natychmiast aresztowano go i osadzono w siedzibie gestapo na Kamiennej Górze. Gestapo wiedziało jednak, że ma tylko ująć burmistrza Wejherowa. Radość z jego zadręczenia miała być przywilejem Niemców wejherowskich. Czekał tu już na niego Hans Schoewe. Jeszcze przed paru miesiącami nazywał się Jan Szewa. Pracował jako woźny w magistracie kierowanym przez burmistrza. Wiedział, że burmistrz, śledząc uważnie wzrost agresywności niemieckiej mniejszości, wykrył dwie hitlerowskie siatki szpiegowskie. Nie zdążył jednak trafić na ślad wroga tuż obok siebie. Nie czekając na dekonspirację Szewa uciekł do Gdańska. Przyjęto go ochoczo do dywizji SS „Heimwehr-Danzig". Wraz z nią brał udział w napaści na Pocztę Polską, a później w walkach o Westerplatte. Po upadku tej placówki Hans Schoewe ponad tydzień czekał w Wejherowie na swego byłego zwierzchnika. Czekali inni. Burmistrz pobity, ze śladami ciężkich ciosów, szedł im naprzeciw, jak zwykle, godnie, jak na gospodarza miasta przystało. Jego wysoka, prawie dwumetrowa postać wyróżniała się ze sfory otaczających go oprawców. I tej postawy, tej godności

 Burmistrz z płonącego korytarza, skan artykułu. Treść: nie mogli mu wybaczyć. Jakby te cechy podniecały złakniony zemsty i krwi tłum. Hans Schoewe przygotował jednak spektakl dla rozweselenia zwycięskiej gawiedzi. — Pan burmistrz bronił tak korytarza, to po naszym zwycięstwie będzie go teraz sprzątał — powiedział po swojemu. Dał burmistrzowi miotłę i kazał mu zamiotać ulice miasta, którym do niedawna gospodarzył. Pilnował osobiście, aby burmistrz z tym piętnem swojego upadku był tam, gdzie najwięcej Niemców. Zachęcał ich, by poganiali burmistrza do roboty, potrząsając łańcuchem, na którym trzymał swoją ofiarę. Bity i maltretowany wysłany został do kopania buraków. Po dwóch dniach znowu znalazł się z łańcuchem na szyi na ulicach swojego miasta. Dzień czy dwa przemierzał jeszcze z miotłą ulice Wejherowa. Ale Niemcom upojonym zwycięstwem znudził się już ten widok. Upokarzany symbol polskiej władzy zwiększał tylko nienawiść Polaków do okupanta. Było to połowa października, słoneczna, ciepła, jakby przedłużenie tragicznego września. Gromada oprawców otoczywszy swoją ofiarę, wiodła ją za miasto, szemudzką szosą, w las. Trzy kilometry od miasta skręcili między drzewa. Zatrzymali się około dwieście metrów od szosy, a przejeżdżający drogą chłop, usłyszał w lesie siedem strzałów. Widocznie każdy z konwojujących hitlerowców uważał za swój oba wiązek strzelić chociaż raz do bezbronnej ofiary. Niejaki Szuman zeznawał po wojnie przed pierwszym burmistrzem Wejherowa w Polsce Ludowej, Bernardom Szczęsnym: Pewnego dnia, oczywiście podczas okupacji, przybyła do mnie podpita grupa hitlerowców z żądaniem abym uczęstował ich wódką.  Zrobiłem to, a oni już dobrze pijani, opowiedzieli mi w jaki sposób i gdzie zgładzili pana Bolduana. Jeden chwalił się nawet, że w płytkiej mogile położył zabitemu głaz na piersi, a petem zagrzebali po ziemią i przykryli chrustem. Szuman chcąc zapewnić Się, że hitlerowcy nie kłamią, odnalazł ukrytą w lesie mogiłę i na drzewie stojącym obok niej, tuż przy pniu, wyciął nożem dwie litery „T. B.". Teraz wskazał władzom polskim to miejsce. Przy ekshumacji zwłok, znaleziono ten kamień na piersi i ślady siedmiu pocisków. Przed paru tygodniami, pod koniec października, szedłem ostatnią drogą burmistrza Bolduana. Wyprzedzali mnie harcerze, spieszący złożyć kwiaty pod obeliskiem na miejscu stracenia. Prowadzi tam teraz przetarta dróżka. Szedłem jej poboczem. Wsłuchiwałem się w trzask łamanych suchych gałązek pod stepami, patrzyłem na drzewa wyrosłe na wzniesieniu. Piękne są tu kolory drzew jesienią. Brąz, czerwień, złotawe kępki przecinane głęboko zielenią gałęzi świerków. Wiedziałem, dokąd idę i próbowałem odgadnąć ostatnie myśli burmistrza. I on wie-dział, dokąd idzie. Rozumiałem tylko, że strasznie było iść na śmierć w tak wspaniałej, kolorowej scenerii. Zwłaszcza gdy się ma zaledwie 37 lat.  Te lata są już daleko za mną, nigdy nie byłem otoczony zbrodniczą nienawiścią, więc jakiż pożytek z wyobraźni bez wsparcia zbliżoną, znaną sytuacją. Próbowałem wyobrazić sobie, co myśleli mordercy wiodący swoją ofiarę na miejsce kaźni. Przecież coś musieli myśleć. Niewiele czasu mieli na myślenie, gdyż te dwieście metrów już za mną, a przede mną głaz, jak ten z piersi zabitego burmistrza. Czytam epitafium raz, drugi, trzeci. Powtarzam w myślach nazwisko. Wiedziałem, że synowie burmistrza przyjeżdżają w Dzień Zaduszny na miejsce stracenia ich ojca. Więcej jednak wiedziałem o tym dramacie z nielicznych publikacji niż od jego najbliższych. A przecież parę lat moje biurko stykało się z biurkiem młodszego syna burmistrza. Przyjaźniliśmy się nawet. Kilka razy zagadywałem go o historię ojca. Odpowiadał mi zawsze zdawkowo, jakby zniechęcał do rozdrapywania pamięci. Raz bodajże powiedział: Każdy ma tytko jedno życie, trzeba więc przejść godnie w swoje przeznaczenie. Natomiast z wyraźną satysfakcją pokazywał mi zdjęcie ojca wśród rodziny  lub współpracowników. Ojciec wśród strażaków, wśród członków Bractwa Kurkowego, między harcerzami na spotkaniach z dygnitarzami. Zawsze elegancki, prawie wytwornie ubrany, raz w meloniku,

 Burmistrz z płonącego korytarza, skan artykułu, strona 3. Treść: innym razom z gładko uczesanymi włosami. Na każdym z tych zdjęć rzuca się w oczy jego wzrost i wyraz twarzy, oczu, łagodny, nawet marzycielski, bardziej poety niż państwowego urzędnika. Zwróciłem Tadeuszowi uwagę na tę cechę. — Czy to u was nie dziedziczne? — zapytałem. Roześmiał się, — Wśród nas byli zawsze realiści odparł. Oglądając zdjęcia burmistrza, słuchając objaśnień, rejestrowałem je w pamięci, lecz jednocześnie inne myśli biegły równoległym torem: Jak się zosta je Polakiem po samą śmierć. Nie znam łaciny, ale zawsze, kiedy byłem w domu Tadeusza prosiłem aby mi dał do ręki gruby foliał oprawiony w zwierzęcy pęcherz. Przeglądałem tę księgę jak niewidomy, ale czułem radość obcowania z odległą historią. Księga na grzbiecie ma wypisane czarnym tuszem nazwisko — Pauli Bolduani. W jej wnętrzu trzy rozprawy: teologiczna, historyczna i geograficzna. Księga wydana w Słupsku w 1620 roku, a więc 360 lat temu. Piękny papier, piękny czytelny druk, na marginesach stronic wiele dopisków czarnym atramentem, dokonanych ręką autora dzieła. Jego autorem i autorem dopisków jest Paweł Bolduan, pastor kościółka w Wieszynie, trzy kilometry od Słupska. Chciałbym widzieć urzędnika państwowego, który posiada wiedzę o swoich antenatach, sięgającą w początek siedemnastego wieku. A przecież inny Bolduan, Jan, prawie sto lat wcześniej, pradziadek Pawła, był opatem klasztoru Premonstratensów w Białobakach koło Trzebiatowa, nad rzeką Regą. Ród ten wywodzi się z Francji. W czasie prześladowań hugonotów przeniósł się na Pomorze Zachodnie w krainę Słowińców.  	Zastanawiało mnie w tej ich księdze, że jedna czwarta, ostatnia część książki, składa się z czystych kartek. Białe stronice stanowią wciąż zaproszenie, aby dzieła te rozszerzyć o odkrywaną wiedzę, wzbogacić o przemyślenia i komentarze przyszłych czytelników. Jaki dzisiaj autor lub wydawca ma tyle pokory wobec czytelników, aby dać mu miejsce na własne przemyślenia w napisanej lub wydanej książce? I jeśli pytałem się syna burmistrza o dziedziczne cechy ojca myślałem o opacie Janie z Białobaków, o pastorze Pawle z Wieszyna i wielu innych — w późniejszym okresie. Człowiek bez świadomości historycznej, miejsca w historii, niewiele ma szacunku dla siebie i o ten szacunek natrętnie się dobija u innych. Wymusza go posiadaną władzą, pieniędzmi lub siłą. Człowiek mający poczucie własnej wartości moralnej i intelektualnej nie szuka taniego poklasku. Po artykule Ryszarda Ciemińskiego o rodzinie Bolduanów, który ukazał się w „Polityce" w 1974 roku synowie burmistrza Bolduana otrzymali list od pana Stanisława Dębowskiego, byłego inspektora Związku Miast Polskich, zamieszkałego w Warszawie. Pisze on: „...W latach trzydziestych pracowałem jako inspektor w Związku Miast Polskich i na tym terenie kształtowały się moje (z Ojcem) stosunki... Wspólnie z Pańskim Ojcem przetrząsaliśmy cały obszar gospodarki miejskiej i poszukiwaliśmy dróg i środków na dalszy jego rozwój... Sytuacja miast, szczególnie małych, była wtedy ciężka, niemal rozpaczliwa: stagnacja gospodarcza, bezrobocie, długi, nikłe dochody... A jednak Wejherowo żyło i posiadało własne urządzenia komunalne, elektrownię, gazownię, wodociągi, zabrukowane ulice, zieleń, park... Z podziwem patrzyłem, jak Pański Ojciec potrafił to wyczarowywać w tych ciężkich czasach. A było to wtedy, gdyśmy zaczynali przebudowę rynku, raczej dla zatrudnienia bezrobotnych niż dla istotnej potrzeby. Ojciec Pański wybijał się na czoło w gronie swych kolegów i to nie tylko znajomością zagadnień i uporem w realizowaniu swych zamierzeń, ale również młodzieńczą pogodą ducha, życzliwością dla ludzi, wyrozumiałością dla ich słabostek i wad. Czekałem na Niego w Warszawie w pierwszych dniach września 39 roku, gdy inni burmistrze i prezydenci miast Pomorza tłumnie zjawili się w Warszawie. Dopytywałem e niego. Mówili —został. Wiedziałam już wtedy, co to oznacza".  Jeśli już powołuję się na opinie ludzi oceniających obiektywnie pracę i działalność burmistrza Wejherowa, posłużę się cytatem z monografii Wejherowa, pióra prof. ar. Donalda Steyera. „...Ponowna poprawa w położeniu wejherowskiego proletariatu datuje się od 1935 roku, przy czym duży wpływ na ten stan rzeczy miała polityka socjalna burmistrza Teodora Bolduana, dbającego o rozwój nowych inwestycji, a tym samym i o częściową przynajmniej likwidację bezrobocia w mieście"...  	Warto zaznaczyć, że Teodor Bolduan olbrzymią większością głosów wybrany został przez Radę Miejską zawodowym burmistrzem miasta na ustawowy okres 10 lat w połowie kwietnia 1934 reku. Miesiąc później wybór ten zatwierdził wojewoda pomorski. Nigdy bym tego nie wiedział, a być może nigdy nic napisał o burmistrzu Wejherowa, gdyby nie decyzja Ministerstwa Oświaty nadania Jego imienia szkole nr 11 w mieście, w którym pracował i gdzie zginął męczeńską śmiercią. Czterdzieści pięć lat po Jego śmierci. Czterdzieści lat po wyzwoleniu ponownym tych ziem. Tuż po wojnie imieniem Teodora Bolduana nazwano jedną z ulic Wejherowa. Wiatr historii zerwał jednak tę tablicę. Nowy zakręt historii przywrócił imię burmistrza jednej z uliczek miasta, przy której stoi... pięć domów.  Zawodowi biografowie ustalają fakty w chronologicznej ciągłości: tu się ktoś narodził, tam zmarł i całe życie między tymi datami. Nie posiadam ani takich zdolności, ani źródeł, abym to zadanie wypełnił. Szukam motywów, dlaczego człowiek postępuje tak a nie inaczej, co składa się na jego charakter i

 Burmistrz z płonącego korytarza, skan artykułu, strona 4. Zdjęcie tablicy pamiątkowej na korytarzu szkoły, kilka osób. Treść: cechy najważniejsze. Z epizodów staram się otworzyćrzyć postać człowieka, który godzien jest trwałej pamięci. Epizody te jak klocki, tworzyć mają budowę obranej postaci. A przede wszystkim, jak zawsze towarzyszy mi pytanie, dlaczego? Dlaczego prapra wnuk pastorów, kopców, rzemieślników sam przygotowany do kariery kupieckiej stał się burmistrzem miasta na wciąż zagrożonej ogniem Kaszubskiej ziemi? Dlaczego jako jedyny rdzenny Kaszub wśród polskich. burmistrzów mógł zdobyć tak znaczące stanowisko w przedwojennej administracji państwowej?  	W księdze wejherowskiej szkoły, w zawartym tam wspomnieniu o ojcu, synowie burmistrza na podstawie rodzinnych, ocalałych częściowo dokumentów opisują szczegółowo drogę życiową Teodora Bolduana. Każdy szczebel wyżej w hierarchii służbowej poprzedzany był wytężoną nauką. Po maturze, Uniwersytecie Ludowym, dwuletni kurs administracyjny w. Instytucie Samorządu Krajowego, by wreszcie zdobyć stanowisko urzędnika państwowego pierwszej kategorii. Status ten przyznawany był urzędnikom po studiach uniwersyteckich. W wyjątkowych przypadkach, na zasadzie specjalnych egzaminów, sprawdzonych zalet intelektualnych i  organizacyjnych, wyłącznie za zgodą ministra, przyznawano go osobom, które takich studiów nie ukończyły. 	Po dziesięcioletniej pracy w administracji w Kościerzynie, sekretarzowaniu, przy wojewodzie pomorskim, Stefanie Kirtyklinie w Toruniu, po krótko pełnionej funkcji wicestarosty pomorskiego w Wejherowie, osiągnął stanowisko burmistrza togo miasta. Jedną z pierwszych czynności, które dokonał, było usunięcie z rynku, trwającego tu jakby przez zapomnienie, pomnika niemieckiego cesarza. Było to wyzwanie rzucone panoszącym się tu nacjonalistom niemieckim. Jednocześnie znak, że nowy polski burmistrz nie ma zamiaru tolerować ich wyzywającej działaności. Już wtedy obiecywano mu, że zemsta go nie ominie. Drogą usilnej agitacji wyeliminował z rady najbardziej szowinistycznych Niemców. 	Nowy burmistrz postawił sobie za zadanie, że Wejherowo stanie., się w zastępstwie Gdańska, stolicą kaszubszczyzny z wszystkimi atrybutami, jakie jej przysługują. Rozpoczęto więc na dużą skalę porządkowanie miasta, budowę robotniczych domków jednorodzinnych, basenu, kortów, na których W 1938 odbywały się mistrzostwa Polski w tenisie z udziałem Jadwigi Jędrzejowskiej, Tłoczyńskiego i Hebdy. Ruszyło budownictwo prywatne i spółdzielcze, inwestycje komunalne i  rekreacyjne. Wszystko to sprawiło, że tuż przed wojną nie było bezrobocia w tym prawie szesnastotysięcznym mieście. Wychodziły tu dwa pisma o znacznym stopniu oddziaływania na ludność miejscową, „Gazeta Kaszubska" i ,,Kleka" o charakterze regionalnym. 	Nic dziwnego, że po tak znacznych osiągnięciach władze w stolicy upatrzyły go sobie na burmistrza... Grodna. Związany przez wieki z tym regionem człowiek stanął przed nie lada dylematem. Wiedział, jak wiele niepotrzebnych zadrażnień a nawet zła uczynili ludzie przysłani z Polski centralnej na stanowiska administracyjne w regionie kaszubskim. Wynikały one z nieznajomości tradycji, obyczajów i kultury tej ziemi i ze znacznych uprzedzeń do Pomorzan. 	Grodno było więc i dla niego ziemią nieznaną, gdzie mógłby zagubić się i zaprzepaścić dotychczasowe swoje osiągnięcia. Przede wszystkim uważał, że jako Kaszub ma obowiązek trwać tutaj, między swymi, zwłaszcza że cieszył się tu sympatią i uznaniem całego społeczeństwa. Bez tego wsparcia i współpracy, to co stało się w mieście, byłoby niemożliwe. Wybronił się więc od zesłania na wschód kraju, by służąc na tym najbardziej zagrożonym „korytarzu", tragicznie dopełnić swoje życie. W całej drodze życiowej burmistrza przewija się ukryty wątek konieczności takiej ofiary. W ówczesnych pojęciach śmierć była niezbitym dowodem wierności Ojczyźnie. Ten dowód przekazał potomnym tej ziemi jedyny kaszubski burmistrz drugiej Rzeczypospolitej. W hallu szkoły ponad tysiąc pięćset dzieci, goście, rodzina burmistrza. Chór dziecięcy śpiewa „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy". Jakby przyrzeczenie patronowi szkoły, którego mogły być prawnukami. Nad płaskorzeźbą patrona szkoły strofa wiersza Leopolda Staffa:   Nie wabił mnie spiżowy pomnik Rozgłośne trąby,, huczne brawa Zostanie po mnie pusty pokój I małomówna cicha sława.   Poeci potrafią powiedzieć więcej niż ociągająca się, ostrożna lub bojaźliwa Historia.   BOGUSŁAW HOLUB Zdjęcia Zygmunt Grabowiecki

 

Pomerania. Miesięcznik społeczno - kulturalny. Numer 11, listopad 1984 r.

Nasz Ojciec s1 Nasz Ojciec s2

 Nasz Ojciec s3

Nasz Ojciec s4

Nasz Ojciec s5

Nasz Ojciec s6

 

 

Informacje kontaktowe

Szkoła Podstawowa nr 11
im. Teodora Bolduana

Osiedle Kaszubskie 27
84-200 Wejherowo

tel.  58 738 63 33
fax. 58 738 63 31

sekretariat@sp11wejherowo.pl

Dostępność cyfrowa

Strona spełnia wymagania ustawy o dostępności stron i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych. Jeśli znajdziesz jakieś uchybienia powiadom Nas o tym.

tel: 58 738 63 33
e-mail: sekretariat@sp11wejherowo.pl

Zamknij menu
Wróć na początek strony